List z Domu Serca w Ekwadorze

Dodano

Dom Serca Hieronima Emiliani
Maciej Sypniewski, EKWADOR
Czerwiec 2020

 

W każdym czasie Jemu ufaj, narodzie! Przed Nim serca wasze wylejcie: Bóg jest dla nas ucieczką!
Ps 62,9

 

Moi Drodzy Przyjaciele,


mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku! W ostatnim czasie, gdy świat został pogrążony w globalnej kwarantannie, nastał ciężki okres dla wielu osób, ale także czas dobrych momentów i dziś, choć trochę spróbuję podzielić się z Wami ostatnimi wydarzeniami.

 

Sytuacja w kraju i dzielnicy 

 

W dniu 15 marca w Ekwadorze został wprowadzony stan wyjątkowy, co oznacza, że zostały pozamykane wszystkie miejsca publiczne, centra handlowe, parki, szkoły itp. Z czasem została wprowadzona godzina policyjna obowiązująca od 2 popołudniu do 5 nad ranem. Dodatkowo zamknięto całkowicie kościoły i msze były transmitowane jedynie przez Internet. Pierwsze informacje o pandemii wywołały strach i lęk wśród ludzi i wedle zaleceń wszyscy przebywali w swoich domach. Ze względu na panującą sytuację wiele osób straciło swoją pracę, a w szczególności ci, którzy utrzymywali się z handlu na ulicy. Jest to niezwykłe jak życie uliczne ucichło - brak muzyki na ulicy, brak sąsiadów grających w karty czy echa „Bingo!” odbijającego się od budynków. Dodatkowo warto wspomnieć, że system służby zdrowia w kraju już przed pandemią był bardzo osłabiony i Ekwador nie był przygotowany na walkę z „niewidzialnym wrogiem”.

W tym okresie słyszeliśmy o wielu rodzinach przechodzących „ciężką” chorobę, lecz ze względu na bardzo małą ilość testów, nikt nie był pewien czy to COVID19 czy denge czy zwykła grypa. W naszej okolicy wiele pobliskich sklepów zostało pozamykanych, a pozostałe podniosły dramatycznie ceny. Dla wielu rodzin nastał bardzo trudny okres. Przykładowo mogę wspomnieć o jednej bliskiej nam rodzinie, która pewnego dnia zwróciła się do nas o pomoc gdyż od 3 dni nic nie jedli, a jest to młode małżeństwo z 6 dzieci. Co jest niezwykłe to pomimo, że większość rodzin nie posiada zbyt wiele, to wychodzą z inicjatywą wspierania się wzajemnie – rodzina pomaga rodzinie, czy sąsiad sąsiadowi. Także bardzo często to nas obdarowywano – nasi przyjaciele dzielili się swoim jedzeniem, proponowali pomoc przy zakupach czy tak jak Sra Juanita, która co tydzień nas obdarowywała swoimi wypiekami. Ponadto prawie wszyscy okazywali niesamowitą wiarę i nadzieję, kierując się dobrą myślą, że jest to tylko chwilowy okres.

 

Realizacja misji w trakcie kwarantanny 

 

Tak więc, czy w takich okolicznościach można powiedzieć, że nasza misja została przerwana i jedyne, co nam pozostało to oczekiwanie? Oczywiście odpowiedź brzmi „nie” i tak naprawdę, wciąż działamy intensywnie jak wcześniej. Faktem jest, że zmieniły się po części nasze aktywności – już nie możemy odwiedzać naszych przyjaciół czy prowadzić zabaw z dziećmi. Lecz wraz ze wspólnotą na tyle zorganizowaliśmy sobie plan by wciąż być w kontakcie z potrzebującymi i wspierać ich duchowo.

W owym okresie modlimy się więcej i z części z tych modlitw prowadzimy transmisje online tak, aby nasi przyjaciele mogli nam w nich towarzyszyć. Do porannego harmonogramu wprowadziliśmy poranne ćwiczenia oraz więcej czasu na lekturę duchową. Także co dwa dni prowadzimy szkołę wspólnoty gdzie wspólnie omawiamy różne encykliki papieskie. Natomiast w pozostałych dniach wykorzystujemy ten czas na naukę języka. Popołudnia zawsze poświęcamy na „wizyty online”, czyli zamiast odwiedzać zaprzyjaźnione rodziny z naszej dzielnicy, to wykonujemy do nich telefon. Często wymaga to od nas wiele kreatywności, przykładowo mój brat ze wspólnoty ostatnio grał w karty z pewnym chłopcem używając do tego WhatsAppa. Także wciąż kontynuujemy spotkania z grupą młodzieży i seniorów, lecz tym razem w formie wirtualnej. W tym czasie postawiliśmy również na najróżniejsze eksperymenty w kuchni – pieczemy chleb na zakwasie, francuskie croissanty itp. Ogólnie jest to dobry czas na pogłębienie naszych relacji we wspólnocie, podzielenie się naszymi pasjami czy znanymi nam ciekawostkami o świecie. Prawie każdej nocy prowadzimy wieczory kulturalne gdzie ktoś z nas prezentuje jakiś film, muzykę, różnych artystów czy nawet raz oglądaliśmy balet. Z artystów ekwadorskich chciałbym Wam polecić mojego ulubionego piosenkarza Julio Jaramillo oraz wybitnego malarza Oswaldo Guayasamin. Innym razem udało nam się zorganizować kurs tańca salsy czy po prostu w wolnej chwili gramy w gry planszowe. Dodatkowo każdego dnia prowadzimy naukę śpiewania.

Dobrą stroną kwarantanny jest możliwości wykorzystania czasu na bycie razem, docenienie wszystkich wspólnych chwil i cieszenie się małymi rzeczami. Przykładowo we wspólnocie każdy posiłek spożywamy wspólnie i przy tym prowadzimy długie rozmowy przy stole. Ważne także jest zadbanie o detale jak czasami świeca, świeżo zerwany kwiat z naszego patio czy ładnie podany posiłek. W tych wszystkich małych detalach tworzy się niezwykła atmosfera rodzinna, która prowadzi do harmonii, pokoju i radości.

 

 

Misja w służbie miłości

 

Lecz rzeczywistość nie pozwala nam całkowicie zamknąć się w domu i zapomnieć o potrzebach naszych przyjaciół - zawsze trzeba mieć otwarte serce by nieść pomoc tam gdzie jest potrzebna. W trakcie kwarantanny bardzo często jesteśmy powołani do działań spontanicznych, tak jak pomoc przy transporcie do szpitala czy współdzielenie lekarstw z sąsiadami. Innym razem widząc jak sytuacja w naszej dzielnicy dramatycznie pogarsza się, wraz ze wspólnotą postanowiliśmy poszukać jakiejkolwiek pomocy z zewnątrz dla najbardziej potrzebujących rodzin. W tym momencie wykonaliśmy kilka telefonów do naszych przyjaciół i co było zaskakujące, to w ciągu doby mieliśmy zapewnione już kilka źródeł pomocy, co w sumie nam dało kilkaset paczek żywnościowych. Lecz w tym wszystkim najtrudniejsze okazało się bezpieczne i dyskretne przetransportowanie paczek do poszczególnych rodzin. Tu znowu okazali się niezwykli mieszkańcy naszej dzielnicy, którzy zaproponowali, że nam w tym pomogą. Reakcje i emocje wszystkich tych rodzin są dla mnie nie do opisania. Ludzie reagowali z uśmiechem, z wielką wdzięcznością, a czasem i ze łzami. I co było najważniejsze, to w tej krótkiej chwili mogliśmy zamienić kilka słów, dowiedzieć się jak się czuje cała rodzina, wesprzeć w ich trudzie i podzielić się naszą wiarą i nadzieją.

Ten czas zmusił mnie do pewnej refleksji. W trakcie misji bardzo często patrzyłem na nasze działanie, jako proces „zbawczy” dla naszych przyjaciół. Wydawało się, że robię to z miłości, z dobrej chęci współdzielenia mojego własnego doświadczenia, lecz ostatecznie wiele razy przybierało to formę niewłaściwą. W rezultacie moje spojrzenie często stawiało mnie „ponad” daną osobę w potrzebie, tak jakbym patrzył na nią z góry. Istotne było zrozumienie, że pomaganie nie jest żadną wyróżniającą zasługą czy powodem do chluby. To zadanie jest łaską, pewnym darem i w tym jestem jedynie narzędziem w rękach Pana Boga, gdzie dzięki własnej woli i otwartego serca na tę łaskę, mogę podjąć to wyzwanie realizowania dzieła miłości wobec drugiego człowieka. Gdyż tak jak pisze Benedykt XVI „aby dar nie upokarzał drugiego, muszę mu dać nie tylko coś mojego, ale siebie samego, muszę być obecny w darze jako osoba”. I myślę, że właśnie to nas najwięcej kosztuje – ta obecność, która nas prowokuje do pewnego poświęcenia, wyrzeczenia się samego siebie dla oddania się służbie drugiemu człowiekowi. Wymaga to zawsze szczerego, otwartego serca i w rezultacie to nas stawia w całkowicie innym świetle gdzie jesteśmy na równym poziomie względem drugiego człowieka.

Aktualnie sytuacja w Ekwadorze powoli zmienia się, już prawie w ogóle nie słychać o nowych zachorwaniach w naszej dzielnicy i stopniowo kwarantanna przestaje obowiązywać. Na ulicach przebywa coraz więcej ludzi, co także oznacza, że coraz częściej słychać pukanie do naszych drzwi. Tu chciałbym przedstawić Wam naszego sąsiada który prawie codziennie nas odwiedza pytając się, kiedy to w końcu otworzymy nasz dom. Żeby było ciekawiej, to nasz 6 letni przyjaciel nazywa się Jezus. :)

Na koniec chciałbym się z Wami podzielić jeszcze jedną ważną wiadomością. Jak może pamiętacie, moja data powrotu była zaplanowana na początku czerwca, lecz w całej zaistniałej sytuacji podjąłem decyzje o przedłużeniu misji. Trudno wyjechać bez pożegnania i powiedzenia słowa „dziękuję” wszystkim naszym przyjaciołom. Aktualnie termin powrotu przewiduję na przełomie lipca i sierpnia.

 

Moi drodzy, trzymajcie się ciepło, nie tracie wiary i nadziei oraz trwajcie wiernie w modlitwie!


Z uśmiechem,
Maciek