Przekaż 1% swojego podatku na Domy Serca

Dodano

Zachęcamy Państwa do przekazania swojego 1 % na naszą charytatywną działalność misyjną. 

Dzięki środkom przekazanym w ten sposób możemy wspierać placówki w ubogich rejonach świata, szczególnie w Indiach i na Kubie. 

Każda złotówka ma ogromną i niepoliczalną wartość dla naszych podopiecznych!  
 

Jak przekazać jeden procent? To bardzo proste!

 

Wystarczy, że w odpowiedniej rubryce formularza zeznania podatkowego wpiszesz nasz numer KRS:  0000 433 841  

 

Możesz też wypełnisz deklarację online 

 

 

DZIĘKUJEMY ! 

 

 

Z listu Tomasza - Simoes Filho, styczeń 2017

Dodano

W czerwcu 2013 r. rozpoczął swoją wyprawę rowerową z Portugalii do Chin, cała podróż trwała 3,5 miesiąca i przebiegała przez 12 państw. Przejechana odległość to 13 000 km w bardzo różnych warunkach. Po tytm doświadczeniu napisał książkę "Odważ się żyć" ... Odważył się, i w grudniu 2016 r. rozpoczął 14 miesięczny wolontariat w Domu Serca w Simoes Filho :) 

 

Tomasz w swoim pierwszym liście z misji pisze: "Domy Serca to wielka rodzina przy stole Chrystusa, do której się możesz przysiąść w każdej chwili i poczuć jak we własnym domu, możesz zobaczyć na ich twarzach uśmiech Boga. Wybór wyjazdu na misje wiązał się z podjęciem decyzji, którą później trzeba pielęgnować dzień w dzień. Nie jest to łatwe, tym bardziej tutaj, kiedy każdy dzień przynosi bardzo rożne historie, czasami trudne, czasami wesołe, jednak to tych pierwszych trzeba się bardziej obawiać i na nie się uodpornić. Tak wiem, nie da się tego zrobić tak naprawdę i niestety nie ma na to przepisu. Trzeba reagować szybko na zmieniającą się codzienność i zastane sytuacje, szukać pokoju i oddawać wszystko w modlitwie. Jesteśmy tutaj dla ludzi, a ich jest naprawdę dużo i każdy wymaga spędzenia z nim czasu. Kobieta, która przychodzi i płacze, dziecko, które nie ma ojca i potrzebuje żeby je przytulić… ktoś inny chciałby żeby go odwiedzić. Jest tak wiele do zrobienia, a tak mało potrafimy dać od siebie. 

 

Podam dwa przykłady, które miały miejsce, można powiedzieć, przed chwilą. Jeden to, kiedy matka trzynastoletniej dziewczyny wyjeżdża do innego miasta do swojego chłopaka i zostawia córkę samą w domu, nie mówiąc jej kiedy wraca, nie dając jej żadnego znaku, że wyjechała. Kolejna sytuacja, to spotkanie z mężczyzną, który prawdopodobnie sie wywrócił. Zastaliśmy go wracając z kościoła siedzącego ze swoimi kolegami, którzy jak gdyby nigdy nic spokojnie patrzyli przed siebie, kiedy ich kolega (z którym prawdopodobnie pili alkohol) miał rozwalone czoło na tyle, że krew spływała mu na całą klatkę piersiową, a twarz ledwo było widać. Miał również kilka większych zadrapań na całym ciele. Wzięliśmy go do naszego domu, opatrzyliśmy, daliśmy koszulkę, klapki oraz pomogliśmy dotrzeć do szpitala. Wszystko to działo się w pierwszy dzień Świąt. 

 

Łatwo jest to zostawić i opuścić to miejsce. Trudniej jest zrezygnować ze swojego prywatnego życia i oddać je innym. To jest właśnie konsekwencja podjętej decyzji, trwać w tym, co się wybrało. A zdarzeń, w których jesteśmy tu potrzebni jest wiele więcej". 

 

Miesiąc ciszy… Świadectwo Pawła z Domu Serca w Urugwaju

Dodano

Chcę z Wami podzielić się doświadczeniem, którym żyłem przez ostatni miesiąc. A mianowicie ciszą, ogromną ciszą.

 

Przez pierwsze tygodnie nie byłem w stanie zrozumieć tutaj nikogo. Ludzie tutaj mówią castellano, który jest zupełnie inny od hiszpańskiego, jakiego uczyłem się na Brooklynie z moim przyjaciółmi z Columbii, Puerto Rico czy México. Słuchałem ludzkie historie, nie zawsze je dokładnie rozumiejąc. Czasami byłem po ludzku sfrustrowany tym, że nie potrafię nic powiedzieć i zrozumieć. I wtedy po raz pierwszy poszedłem do Cotolengo, a dokładnie na oddział dziecięcy. Poznałem tam małych chłopców, którzy są niepełnosprawni. Ich rodzice oddali ich tutaj, gdyż nie chcą się nimi opiekować, nie mają do tego warunków lub po prostu ich nigdy nie chcieli. Wielu z nich nie potrafi mówić, gdyż są niepełnosprawni i zapewne w przyszłości nigdy nie będą mówić tylko wydawać proste dźwięki. I wtedy ponownie uświadomiłem sobie jak wiele otrzymałem w moim życiu. Potrafię mówić. Potrafię mówić po polsku i mimo iż nie mówię płynnie po hiszpańsku to przecież każdego dnia robię postępy. Biedni moi mali przyjaciele, którzy nie potrafią mówić. Mogę tylko starać się zrozumieć co czują głęboko w środku. Jak wielki to musi być dla nich smutek i ból.

 

Innego dnia na korytarzu spotkałem Matiaza, 13 letniego chłopca na wózku inwalidzkim podpiętego do kroplówki. Podszedłem do niego aby się przywitać i od razu zrozumiałem, że nie potrafi mówić. Jest niepełnosprawny fizycznie. Nie wiem czy umysłowo również. Nie znam jego całej historii, nie wiem czy ma rodzinę lub kogoś kto go odwiedza i spędza z nim czas trzymając go za rękę. Postanowiłem zostać przy nim na moment i towarzyszyć mu w tym momencie kiedy sam siedział w ciemnym korytarzu. Kroplówka z pokarmem dopiero co rozpoczęła swoją pracę. Przecież nikt nie lubi jeść w samotności. Ile to razy zapewne w swoim życiu jadał w samotności? W Domach Serca nigdy nie jemy samotnie i często zapraszamy naszych przyjaciół na wspólny lunch czy obiad. Postanowiłem więc zostać i opowiedzieć mu coś o sobie mówiąc moim ubogim hiszpańskim i mając nadzieję, że mnie zrozumie. Co jakiś czas obdarzał mnie tylko swoim ogromnym uśmiechem na twarzy. Ostatecznie nie mówiłem wiele, gdyż nie było to konieczne. Trzymając go za małą wykrzywioną w chorobie dłoń wspólnie się uśmiechaliśmy. Tylko tyle mogłem mu zaoferować. I wierzę, że tylko tyle wtedy potrzebował. Czyjejś obecności, gdy siedział samotnie w tym ciemnym korytarzu.

 

                                                                 Z listu Pawła, Montewideo, listopad 2016

Ti voglio bene!  Świadectwo Ani - Dom Serca w Neapolu

Dodano

W połowie września pożegnałyśmy naszą siostrę wspólnotową Agnese, która już zakończyła swoją misję. Miałam przyjemność uczestniczyć w kilku jej ostatnich wizytach, podczas których żegnała się z naszymi Przyjaciółmi. Wizyta, która najbardziej zapadła mi w pamięci to odwiedziny Signory Consigli. (...)  Nie było łatwo przekazać jej wiadomość, że to już ostatnia wizyta jaką złoży jej Agnese, no bo jak jej powiedzieć, że „opuszcza” ją kolejna osoba? Pomimo tego, z prawdziwą szczerością życzyła jej wszystkiego najlepszego po powrocie do swojego kraju, i z wielką spontanicznością dodała: „Ti voglio bene!” (Kocham cię!) - te słowa dotknęły mnie do żywego. Udowodniły mi, że podczas naszej misji stajemy się kimś ważnym dla naszych Przyjaciół. Bóg udziela nam ogromnej łaski stania się rodziną dla obcych, których możemy obdarzać naszą miłością. Godzina, którą spędzamy raz na jakiś czas z Signorą Consiglią pozwala jej czuć się trochę mniej osamotnioną. Różaniec, który odmawiamy wspólnie i możliwość opowiedzenia wszystkiego tego co ją boli, co ją dotyka w jej życiu, przybliża ją do nas i sprawia, że traktuje nas jak członków swojej rodziny. Potem jej troska o nas, gdy pyta zawsze o wcześniejszych wolontariuszy naszego Domu Serca - wspomina ich po imieniu, chociaż było już ich wielu i opowiada rzeczy, które z nimi przeżyła. Dać komuś odrobinę szczęścia samą obecnością to ogromny cud, którego mogę tutaj doświadczyć, uczestniczyć w czyimś cierpieniu nawet jeżeli nie mogę zrobić wiele, nawet jeżeli czujemy się tak bardzo bezsilni stojąc z nim twarzą w twarz. 

                                                                    Z listu Ani, Neapol, październik 2016